no dobra 2006-05-08 19:20:04



wracam tam, już wkrótce...

tu jednak niewygodnie

skomentuj (5)

20/03/06 19:27 2006-03-22 00:01:45



Już wiosna, i będzie tylko lepiej.


Cytaty z dwóch kobiet, które nie są mi obojętne. Pewnie tak właśnie myślą, choćby im się tylko wydawało. A to przecież jedynie zmiana nastroju, trochę więcej słońca, psie gówno wyłażące spod śniegu. Chciałoby się wiedzieć, że to wszystko daje więcej siły do pracy, że można tym spłacić energetyczny dług zaciągnięty zimą na własnym organizmie, że znów będzie o czym i (albo) jak pisać, że miłość i takie tam bzdety. Być może psie gówno i mrówki w kuchni są tylko zwiastunem nadchodzących zmian i trzeba o tych drobnych niedogodnościach myśleć jak o bólu palca podtrzymującego zapalniczkę podczas otwierania pierwszego zimnego piwa w jakiś upalny letni dzień. Ja wiem, chujowe porównanie, ale z wiosną też słabo. Patrząc (aż nazbyt) pragmatycznie - przynajmniej można będzie bezpiecznie wsiąść na rower.


Zimą zawsze komplikuję sobie życie. Na wiosnę wszystko wraca do normy.

skomentuj (12)

don't come knocking 2006-03-04 00:44:17



trzeba to jakoś zamknąć. złożyć razem, w jedną całość. ująć w nawias, choć nic właściwie się nie kończy. zaczyna się w niedzielę, koło drugiej w nocy, długo oczekiwanym wstrząsem. atomowa zagłada okazuje się niepotrzebna, wystarczy nagła utrata świadomości i godzina dość makabrycznych wydarzeń, których przebiegu nadal nie udało mi się ustalić. biegnie dalej tygodniem bolesnych wymiotów, wyrzutów sumienia, tłumaczeń i niezręcznych sytuacji. kończy się (albo tylko przystaje) dzisiaj w nocy na wendersie, na kowboju, który zaczął myśleć trochę za późno.

babcia mówi przez telefon, że dwudzieste pierwsze urodziny były kiedyś progiem dojrzałości, choć jak wiadomo, dojrzałość jest sprawą indywidualną. zresztą dojrzałość to coś, co przytrafia się innym - tak można myśleć, dopóki nie stanie się nad skrajem właśnie. więc nie chodzi o ludzkość u progu zagłady, ale raczej o spojrzenie na siebie w miejscu, za którym można się już tylko bezwładnie toczyć. a jednak - trzy lata to wielka różnica.

czasem trzeba obejrzeć się do tyłu, choćby po to, żeby zobaczyć, dokąd nie chce się wracać. na to dla mnie jeszcze za blisko.

skomentuj (10)

nuke 2006-02-22 04:35:00



czekam na coś, to znaczy czekam, aż przyjdzie. chyba kataklizm czy coś, nuklearną wojnę, krawędź ludzkości - jakoś tak. wstrząs po prostu, zimne zderzenie kości potylicznej z dwukilowym młotkiem, cios w szczękę, upadek, z którego można by się podnieść. to znaczy czekam, aż coś zmusi mnie do wysiłku przez zastosowanie zasady ostatniej chwili czy też ostatniej szansy - trudno leżeć do góry brzuchem, kiedy ziemia pęka pod stopami - jakieś takie skojarzenie. bo z lenistwa niemal tracę tożsamość.

parę lat temu grupka oszołomów stwierdziła, że w 2007 w Amerykę walnie wielka kometa i ludzkość stanie na skraju zagłady. biorąc pod uwagę sprawdzalność takich proroctw, nie ma dla mnie nadziei.

skomentuj (8)

krótki dystans 2006-02-07 17:26:29



Krajobraz jak krajobraz. Biało po horyzont, śnieży, drzewa uginają się pod ciężarem, nawet pnie są białe. Coś we mnie umiera, karleje, zanika. I to akurat jest normalne, gorzej, że nic się nie rodzi. Degradacja, degeneracja. Ale Platon nie mógł mieć racji, prawa rozwoju nie mogą być bezwarunkowe - tu z chęcią przypomnę sobie słowa Karla Raimunda P. czytane przed jakimś egzaminem. A więc „jeśli, to”. Znalezienie poprzednika mogłoby rozwiązać problem. Może później. Tymczasem Stan Getz i Bill Evans smęcą niemiłosiernie, co wprawia mnie w smutny nastrój. (Potem Stan zagra Billowi Happy birthday to you, kiedy będę przechodził pod pomarańczowym światłem zaśnieżonych latarń, ale tego już nie doświadczycie, jeśli nie ukradliście odpowiedniej płyty). Muzyka, pogoda, te wszystkie niby-problemy. Pójdę na imprezę, pójdę spać, jutro znów wzejdzie słońce. Potrzeba jest wszak matką wynalazków. Wiara odkrywana przez niesprzyjające okoliczności.

skomentuj (9)

zaraz 2006-01-26 23:44:31




Zamarzliśmy dość niespodzianie. Zamarzliśmy w drzwiach, w oknie, na fotelu, zastygliśmy w bezruchu a z nami cały świat przymarzł sam do siebie. W zasadzie można by palić w kominku i ćmić fajkę. Ale jesteśmy zamarznięci, skamieniali, ani ręką ruszyć ani nogą. Przewracana kartka nie chce pokazać, co jest dalej i zawisa w połowie drogi, kawa dezerteruje gdzieś między dzbankiem a filiżanką, tylko płatki śniegu tańczą na wietrze, a światło latarń zagląda im pod spódnice.

Tak było, tak było rok temu mniej więcej. Mniej lub bardziej. Listopad luty. Piździczeń. Po roku widzę dopiero jak bardzo myliłem się zapominając o polskich zimach. Bo tylko tutaj może się to zdarzyć. Mózg mi z lekka zamarzł. Stąd ta przerwa. Nie wiem kiedy odtaja. Ale będzie będzie. Teraz sesja, to się rozgrzeje...

skomentuj (12)

szósty 2006-01-03 03:19:01



w nowy rok wchodzimy pijani. zalani wódką, piwem i wszystkim, co akurat było pod ręką. łapiemy się ścian i boimy śliskiej podłogi w piwnicy, gdzie przy słabym świetle zmrożony absolut płynie na stół i do kieliszków. o 23:53 ktoś trzeźwo przypomina o zbliżającej się godzinie zero, ktoś inny wkłada mi w ręce butelkę szampana. przytulamy się do siebie i podajemy sobie ręce życząc dużo miłości ("bo zdrowie jest najważniejsze...").

ale życząc im, może mniej zdradzam a bardziej uświadamiam sobie, czego mi najbardziej brakuje. kiedy mówię to, czego tak bardzo nie lubisz słuchać, pijani przewracamy się na fotel, a moje kolano o mało nie wbija ci się w brzuch. potem w twoim szaleńczym tańcu ktoś odkryje tragiczną ambiwalencję, ale nawet ona nie jest w stanie mnie dzisiaj zbawić. nie martw się, nie lubię ostatecznych rozwiązań.

wszyscy doskonale wiemy, że to przejście jest czysto symboliczne i nieważne, czy dokonujemy go po pijaku czy na trzeźwo. jedyną zmianą, jaką zauważę, będzie konieczność przywyczajenia się do nowej cyferki na końcu - co przyniesie początkowo pewien powiew świeżości - równie iluzorycznej, równie de facto beznadziejnej.

skomentuj (14)

Księga Gości